Posty

Może kiedyś. Ale jeszcze nie dziś.

Obraz
Usłyszałam ostatnio szalenie łechcący i miły komplement na temat tego jak to jest być ze mną w związku. I nie był to pierwszy raz, kiedy usłyszałam coś w zbliżonym tonie. Można zatem wysnuć, może nieco daleko idący wniosek, że da się ze mną względnie normalnie funkcjonować.  To czemu zawsze, ale to zawsze, muszę odjebać jakąś mañanę?  Tak właściwie, to nie "jakąś". Tak właściwie, to bardzo konkretną. Tak właściwie, to zawszę tę samą. I tak właściwie, to zawsze z tego samego powodu...  Nie potrafię sama sobie być kapitanem i sterem. No nie potrafię! Kiedy tylko zorientuję się, że druga strona ma w głębokim poważaniu, że moja skromna osoba dokonuje czynów karygodnych i nieprawych, to i ja przyjmuję postawę "mam w rzyci".  https://cutt.ly/Gvpe7Nj Ba! Żebym jeszcze pozostała przy "mam w rzyci", to pół biedy! Nie, kurwa, ja muszę przegiąć po całości i zrobić absolutnie WSZYSTKO na przekór. Nie uchowa się nic, co da się wykonać "odwrotnie".  Z jednym w...

Nic.

Obraz
P: Coś się stało? J: Nic.  W jednym "nic" może być zawarte dużo negatywnych emocji. Irytacja, złość, obawa, lęk... P: Nie taką odpowiedź chcę usłyszeć, przecież wiesz. J: Nadal nic.   Krótkie spojrzenie. Kątem oka dostrzegam dłoń wędrującą na mój kark. Ooo nie! Nie dam się tak łatwo sprowadzić do parteru. Unik. I próba ucieczki.  Tyle razy już próbowałam i za kazdym razem niczego to nie zmieniało. Za każdym razem lądowałam dokładnie tam, gdzie chciał, żebym była. Teraz jednak jestem zbyt wkurwiona, żeby to zaakceptować.  Chwila szarpania. Boli za bardzo. Chuj. Uklęknę. Trudno.  P: A teraz odpowiedz mi na pytanie. Czemu jesteś zła?  Milczenie. Policzek. Jeden. Po kolejnej chwili milczenia, drugi. Odpowiadam krótkim warknięciem.  https://cutt.ly/IcbIszk P: Wkurwiaj się ile chcesz. Będziesz tu klęczeć dopóki nie odpowiesz. J: To w ogóle nie chodzi o Ciebie! Nie chcę o tym rozmawiać! P: Trudno. I nie szkodzi, że nie chodzi o mnie. Chcę wiedzieć. ...

Dobry wpierdol nie jest zły. Klaustrofobia.

Obraz
Zdanie powtarzane przeze mnie w kółko i w kółko. Na okrągło. Bez przerwy.  "Potrzebuję braku kontroli!!!!!!!!!!!!!!!"  Tylko czy to aby nie idzie dalej...? Czy to nie jest tak, że potrzebuję czuć się wręcz klaustrofobicznie w relacji?  Wiem, że byłabym wściekła. Furia czekałaby za każdym rogiem. Szamotałabym się na łańcuchu ze wszystkich sił. Szczęśliwa jak dziecko w piaskownicy. Nabzdyczone dziecko. I to takie, które nabzdyczy się jeszcze bardziej jak usłyszy, że czas do domu.  Chcę, żeby wymagano ode mnie niemożliwego, bo wtedy czuję, że muszę się starać. A czuję, że muszę się starać, kiedy wymaga się ode mnie więcej, niż sama od siebie wymagam; kiedy każde niedociągnięcie, nawet najmniejsze, stanowi surowo karany czyn niedopuszczalny.  Kiedy jestem w zasięgu jego rąk, to nie aż taki problem. Potrzeba jest zaspokojona poprzez fizyczne, klaustrofobiczne odczucie wynikające z braku wyboru. Cóż, jak się będę stawiać, to w końcu dostanę w pysk. Ot, się skończy moj...

Grunt to...

Obraz
Grunt to mieć plan.  Znaczy...  To dopiero połowa gruntu jest. Druga połowa jest wtedy, kiedy oprócz posiadania planu, ma człowiek postanowienie, żeby się tego planu trzymać.  Chociaż w zasadzie...  Tak w zasadzie, to ten grunt chyba jednak trzeba podzielić na trzy części.  Plan. To raz. Chęci do realizacji. To dwa. A trzy... Trzecia część wymaga tego, żeby nie zniechęcać się, kiedy pierwsze dwa punkty wezmą w łeb.  Bo zawsze biorą. Albo plan niedostosowany do realiów; albo nie ta faza księżyca i nagle wszystko wydaje się bez sensu i znikają chęci wszelakie; albo ni z tego, ni z owego wszystko wywraca się do góry nogami i nagle trzeba z końca układu pokarmowego wytrzasnąć nowy plan i nowe pokłady chęci (no bo przecież jak poprzedni plan wybrał się na wycieczkę i nigdy nie wrócił, to ten nowy też może, więc w sumie po co zaczynać). No dobrze. To co z tym planem?  Plan jest prosty.  Po pierwsze, przestać sobie dawać przyzwolenie na żarcie wszystkieg...

Cierpliwości, niewiasto, cierpliwości.

Obraz
Pojęcia zielonego nie mam, co takiego wydarzyło się w ciągu ostatniego pół roku, co spowodowało, że zrodziła się we mnie tak ogromna potrzeba... No właśnie. Czego? Robienia? Tego, żeby coś się działo? Zbierania nowych doświadczeń?  Gdzie się tak spieszę? Do czego i po co? A może nadrabiam? A może szukam czegoś? Tylko czego?  A chuj z tym. Kogo to obchodzi.  Grunt, żeby działać i iść do przodu.  https://bit.ly/3sdDMMA A ostatnio, tak właściwie, to częściej stoję niż idę. Po części winię za to niewyczerpane pokłady prokrastynacji, po części umiarkowanie sprzyjające okoliczności zewnętrzne. I nie. Nie użyję tego strasznego, obrzydliwego słowa na "C", które ostatnimi czasy zerka na mnie z komputera, telewizora, telefonu i lodówki (a przynajmniej pośrednio).  A po części to, że ostatnio nie dzieje się ze mną za dobrze. Nie czuję się najlepiej i nie do końca potrafię to ogarnąć. Wbijam się w trybiki, narzucam sobie rytm i pewną regularność. Zmuszam się do działań, na ...

O konsekwencji w klimacie słów kilka

Różnica między TPE a BDSM nie leży w konkretnych praktykach. A przynajmniej jeśli chodzi o moje postrzeganie rozbieżności między nimi. Nie leży nawet w zakresie władzy. Główna różnica między tymi dwoma skrótowcami leży JEDYNIE (albo aż) w prawie do odmowy.  Do tego oczywiście należy dodać długość trwania relacji, intymność, umiejętność komunikowania się i masę innych elementów, które wspólnie składają się na to, czego Pan od swojej uległej, a później niewolnicy, może oczekiwać.  Na pewno , natomiast, ta różnica nie leży w tym, na ile restrykcyjnie z moich działań jako uległej wyciągane są konsekwencje.  Tylko ktoś w chuj konsekwentny jest w stanie mieć nade mną władzę.  Czy to znaczy, że nie ma miejsca na czas bez klimatu?  Jest. I jest go od chuja. Nie da się pieprzyć i napierdalać na okrągło.  Czy to znaczy, że nie ma miejsca na brak ostrożności i uwagi po obu stronach?  Tak. To to właśnie oznacza.   Jeśli mężczyzna ma mieć nade mną władzę...

Kraina smoków i psiogłowów.

Pisanie zaczyna się od dwóch sytuacji: albo "osoba pisząca" chce się pochwalić, wylać z siebie całe szczęście i entuzjazm, które kotłując się nie są w stanie znaleźć ujścia; albo... Albo ma ogromną potrzebę pożalić się. Ponarzekać. Spuścić z kręgosłupa całą złość, żal, pretensje, strach i frustracje gromadzące się pod wieczkiem wystarczająco długo.  Ewentualnie ktoś po prostu potrzebuje zapisać listę zakupów, numer do dentysty lub inną ciekawą koncepcję, która właśnie przedarła mu między lewym uchem a prawym. Choć wspominam o tym wyłącznie dla pokrycia alternatywnych powodów, bo to nie o tego typu zapiski tutaj chodzi.  Czemu ja zaczęłam pisać? Czemu kolejny raz? Czemu w nowym miejscu?  Bo lubię. Bo to pomaga. Bo to kolejna historia. Bo...  Cóż. Bo chcę.  A o czym?  O mnie! Du-uh!  Strach i zdenerwowanie to uczucia, u podstawy których leżeć może bardzo wiele, bardzo skrajnych powodów. Czy boję się, bo czuję, że podejmuję ryzyko? Czy może dlatego, że ze...